wtorek, 31 grudnia 2013

WARSZTATY KUCHNI KHMERSKIEJ W KAMBODŻY

Kojarzycie jakieś danie kuchni khmerskiej?  Kuchnia khmerska stłamszona przez dwie kulinarne potęgi, Tajlandię i Wietnam, jest mało znana. W przewodniku wyczytałyśmy, że tak, jak Angkor rozsławił na świecie Królestwo Kambodży, tak amok, najbardziej znane khmerskie danie, rozsławi khmerską kuchnię.

Podczas naszego pobytu w Battambang chciałyśmy to sprawdzić, biorąc udział w kursie kulinarnym.
Kursy mają miejsce w małej, urokliwej restauracyjce Smokin` Pot. Zaraz po przyjeździe, wieczorem, wybrałyśmy się tam na kolację, by na własnych kubkach smakowych sprawdzić, czy dobrze gotują. Gotują świetnie, a jak miksują! Amok podbił nasze serca od pierwszego kęsa, a shake owocowy przyjemnie zasłodził. Postanowione - następnego ranka dowiemy się, jak przyrządzić amok!

Godzina 10:00, razem z przezabawnym Vannakiem, ruszamy w stronę targu, by kupić wszystkie niezbędne do gotowania składniki. Wizyta na targu z rodowitym khmerem mówiącym po angielsku to coś, czego potrzebowałam. Zdradził mi nazwy nieznanych ziół, warzyw o wymyślnych kształtach, wytłumaczył, do czego należy używać poszczególnych przypraw. Chłonęłam wiedzę jak gąbką, zadając wiele pytań, robiąc zdjęcia i starając się nikogo nie staranować ;-).

Sprawunki zrobione, pora ruszyć do kuchni.

W restauracji  na każdą z nas czekało stanowisko pracy - deska, tasak i moździerz. Umyliśmy warzywa i zaczęliśmy czarować. Na pierwszy ogień sałatka. 

Warzywa polałyśmy sosem z sosu rybnego, sojowego, chilli, czosnku i cukru palmowego, a następnie posypałyśmy orzeszkami.

Pilne uczennice.


Podczas gdy składniki sałatki przechodziły smakiem, my zabrałyśmy się za kroeung krahorm, czyli pastę curry, która jest podstawowym składnikiem amoku. Przyprawy kroi się się na mniejsze kawałki i tłucze w moździerzu, do powstania pasty.

Od lewej: trawa cytrynowa, liście limonki kaffir, pod nimi dwa małe korzenie "turmeric" (czyli po sproszkowaniu kurkuma)  i galangal.



Bez mleka kokosowego nie ma amoku! Trzeba je przyrządzić. Jak? Kupując na khmerskim targu świeże, klejące wiórki kokosowe, włożyć w kawałek gazy, zawiązać gumką i dusić rękoma w zimnej wodzie (dostępne w Polsce suche wiórki kokosowe są bardziej wymagające, sprawdźcie TUTAJ).

Teraz, gdy wszystkie elementy amoku są już przygotowane, trzeba je tylko przy pomocy woka i palnika połączyć w całość.

 Nie zabrakło czasu na małą sesję.

Zuzia, Kamila i ich amoki.

W taki sposób pozbywa się z sosu nadmiaru tłuszczu.

Taaadaaaaam! Wszystko gotowe, teraz pora na degustację. Amok jest niesamowity, naprawdę. Smak jedyny w swoim rodzaju, trudno porównać go do czegoś znanego. Moc tego dania tkwi w połączeniu kilku bardzo aromatycznych przypraw, które razem tworzą zupełnie nowy wymiar smaku.

Posiłek nie jest posiłkiem, jeśli nie jest zwieńczony deserem, więc na zakończenie zmiksowałyśmy sobie szejki. Wybrałyśmy najlepsze połączenie smakowe, czyli ananas + banan + pomarańcza, do tego kaloryczny sekret wszystkich szejków w Kambodży - słodzone mleko skondensowane.

Na zakończenie kursu każda z nas otrzymała zeszyt z przepisami kuchni khmerskiej i tajskiej.

1 komentarz:

  1. Super przygoda! Sama bym na taką się wybrałam! Te smaki! Aromaty! Ta atmosfera! Coś wspaniałego!

    OdpowiedzUsuń