wtorek, 8 października 2013

KAMBODŻAŃSKI TARG

Płaty mięsa różnego rodzaju, owoce morza, świeże ryby patroszone na miejscu. Zaraz obok stoisko z pękatymi warzywami i egzotycznymi owocami, słodkie przekąski zawinięte w liście bananowca, przyprawy  i zestawy obiadowe różnej maści.
Na podłodze wnętrzności ryb, resztki warzyw i torby plastikowe, kilka karaluchów. Tak właśnie w wielkim skrócie wygląda kambodżański targ. Jak pachnie? Cóż, tego nie da się opisać. Najgorzej było pod koniec dnia, gdy zapach sczerniałego, rozkładającego się mięsa zaczynał mieszać się z odorem śmieci różnego pochodzenia. Nie dało się przejść bez zatkanego nosa (próbowałam, wywołało to odruch wymiotny).  
Targ to najczęściej centralne miejsce miasta/wioski, najbardziej tętniące życiem wczesnym rankiem. To własnie o tej porze dnia lubiłam go odwiedzać najbardziej. Za każdym razem, gdy wydawało mi się, że znam dane targowisko jak własną kieszeń, ono zaskakiwało mnie czymś nieoczekiwanym. 




 na górze - kwiat bananowca, na dole - okrągła odmiana bakłażana w różnych kolorach

 trawa cytrynowa


 targ w Battambang
 makarony ryżowe różnej grubości


 na górze ukochane przeze mnie ananasy, słodsze od samego cukru!
targ w Phnom Penh

1 komentarz: